Adwent jest początkiem, czyli powrotem do źródeł. Supermarkety dobrze wiedzą, jak wykorzystać ten przełomowy moment roku. Wypełniają półki po brzegi i czarują „magią” lub „pełnią świąt”, koncentrując uwagę klientów na zewnętrznej oprawie.
Nie o to jednak chodzi w przygotowaniu do Bożego Narodzenia.

Adwent konfrontuje nas z Bogiem – tajemnicą, który nadal objawia się w świecie i przychodzi do człowieka, by rozświetlić jego mroki. Św. Ireneusz z Lyonu pisał, że „dla Boga nic nie jest puste. Wszystko jest dla Niego znakiem”. Cały stworzony wszechświat, którego częścią jesteśmy, dzięki tajemnicy Wcielenia staje się sakramentem, rzeczywistością ukrywającą świat niewidzialny.

Adwent jest więc szansą, by na nowo odkryć i zachwycić się tym wymiarem życia. Ewangelia nazywa ten proces czekaniem i czuwaniem. Ale nie chodzi tutaj o wypatrywanie becketowskiego Godota, który nigdy nie nadejdzie. Bo Godot już przyszedł.

Wcielenie Syna Bożego nie było trzyletnim eksperymentem, który bezpowrotnie zakończył się po Zmartwychwstaniu. Jezus jest Emmanuelem, czyli Bogiem z nami, który chce być szukany, rozpoznany i pokochany. Oto kwintesencja całego Adwentu.